Saturday, 14 November 2009

Kyoto

Jutro wracam do domu, do moich Babelkow, do Pedrita, ktorego mi tutaj szalenie brakowalo i do mamy.

Dzis bylam w Kyoto. Zobaczylam mniej niz 1/20 z tego co mozna zobaczyc, ale i tak to co widzialam przeroslo moje oczekiwania i spelnilo marzenie z dziecinstwa, by choc raz przejsc sie po japonskim domu, prawdziwym ogrodzie, zobaczyc bambusowy mostek przewieszony nad strumykiem... I to wszystko stalo sie dzis. Ja, mala dziewczynka z Miasteczka Slaskiego chodzilam po miejscach jakie z zapartym tchem ogladalam w serialu “Osin”. Patrzac ze wzniesienia na ogrod i domy wokol srebrnego pawilonu lzy strugami ciekly mi po policzkach. Ja tu MUSZE wrocic! MUSZE!!! Stanie sie to za jakies 8 – 10 lat, najpozniej. Gdy dzieci beda juz na tyle duze by moc w pelni swiadomie sie cieszyc z takiej wyprawy i nie beda nam zagluszaly wycieczek wiecznym marudzeniem ze nogi bola.

Wszystkie pozytywne wrazenia byly ogromnym pocieszeniem po zmaganiach z komunikacja publiczna w Kyoto. Po miescie tym, niestety, trzeba poruszac sie autobusami, ktore jak wiadomo, maja ta wade, ze stoja w korkach, wiec czas na przejazd z A do B zajmuje bardzo duzo czasu. Dwa, nie jezdza tak czesto jak metro. Trzy, w Kyoto, w przeciwienstwie do Osaki, wszystkie stacje autobusowe na mapie sa opisane po japonsku. Najbardziej turystyczne miasto Japonii a nawet porzadnej mapy dla turystow nie maja. Po Osace czlowiek porusza sie bez trudu bo wszedzie sa napisy po lacinie, natomiast Kyoto... szkoda gadac. No ale na szczescie mieszkaja tam Japonczycy, a to tak mila nacja, ze musze jeszcze raz o tym wspomniec. Otoz, za kazdym razem gdy bylam bez Setsuko ktos do mnie podchodzil z pytaniem czy nie trzeba mi pomoc. Gdy sama potrzebowalam pomocy zwracalam sie do kogokolwiek i nigdy mi tej pomocy nie odmowiono. Nieznajmosc jezyka nigdy nie byla przeszkoda. Raz jeden chlopak przeszedl ze mna dobre dwa kilometry zeby mi pokazac wlasciwa droge w metrze, a wcale nie bylo to po jego drodze! Sa bardzo mili, uczynii, grzeczni i zawsze usmiechnieci. Dlaczego ne wyszystkie nacje takie sa?

No ale do tematu. Otoz widzialam bardzo duzo, ale zdjec duzo nie pokaze. Widze, ze blogger robi z nich sieczke, a szkoda mi naprawde fajnych zdjec (po kliknieciu zdjecia sie powiekszaja). Dlatego tez wrzucam pare, a jak wroce do domu to wrzuce inne przez LiveWriter’a (ten program lagodniej obchodzi sie ze zdjeciami).

No to zaczynam.

Swiatynia Ginkakuji








Potem spacerowalam wzdloz drogi filozofow.
Gdzie zagladalam do (chyba) bogatego japonskiego domu .


Na lunch (i kolacje tez) zjadalam sobie japonszczyzne z bento. Och jak mi tutejsze jedzenie smakuje!

Potem zwiedzalam na boskaka swiatynie Eikando.




A na koniec udalam sie do swiatyni Kiyomizu.


A tutaj widac, ze to naprawde bylam ja ^^
Wspominalam juz, ze bardzo smakuje mi japonskie jedzenie. Wiedzialam, ze Japonczycy pija zielona herbate, ale nie mialam pojecia, ze ta herbate dodaje sie do praktycznie wszystkiego. Jadlam juz makaron soba z zielona herbata, widzialam chleb i ciastka z zielona herbata, widzialam ptysie nadziewane kremem z zielona herbata, podobno jest sos na bazie tej herbaty. A dzis zjadlam lody o smaku zielonej herbaty... Przezornie wzielam sobie pol na pol z waniliowymi. Trzeba sie bylo do tego smaku przyzwyczaic, ale nie bylo to wcale zle!
Pamietacie jak wspominalam o koslawo chodzacych japonkach. Nizej jest przyklad. Ta dziewczyna co prawda stoi, ala jak tylko ruszyla to nie zmienila pozycji stop tyko dodatkowo zgiela kolana.

A tutaj dla kontrastu zdjecie z Kyoto, tego bardziej wspolczesnego.

Friday, 13 November 2009

Osaka

Powiedzcie drogie matki, czy to co widzicie na ponizszym zdjeciu nie jest cudnym a jakze prostym rozwiazaniem problemu pt.:"Co zrobic z dzieckiem w publicznej toalecie?". No ale mialo juz nie byc o kibelkach. Prosze wiec przewinac czym predzej na dol.


Otoz w dniu dzisiejszym z poczuciem dobrze spelnionego obowiazku wobec siebie, firmy, Krolestwa Niderlandow, Uni Europejskiej i Swiata (tak, tak, gdybym byla bluzniercom to powiedzialabym, zem Chrystus w spodnicy, ale bluznierca nie jestem, wiec nie powiem) wyrwalam sie z kongresu i poszlam w miasto. Teraz ledwo zyje, ale warto bylo! Oj, jak warto! Miasto jest przeogromne, ale system komunikacji miejskiej umozliwil mi zwiedzenie trzech cudnych miejsc. Zapraszam do ogladania zdjec.

Zaczelam od spaceru po parku Zamku w Osace.






Takie sosenki bardzo mi sie kojarza z Japonia.
Dlatego musialam sobie zrobic z takowa zdjecie. Jako, ze nie mial mi go kto zrobic to zrobilam sama. Dodam tylko, ze to wybrzuszenie z lewej to nie brzuch, a moja torba!
Widzialam ekipe przycinajaca owe sosenki.

I mnichow chodzacych po parku.
I inne atrakcje.




















W zamku bylo pare wystaw. Mi bardzo spodobalo sie przedstawienie bitwy o Osake.




I widok z najwyzszego pietra.


Na placu przed zamkiem byla wystawa chyzantem. Mnie najbardziej spodobaly sie te miniaturki.








Potem udalam sie ogladac najstarsza swiatynie buddyjska w Japonii Shitennō-ji. To ta wysoka, wielopoziomowa. Niestety byla juz zamknieta jak tam dotarlam. Zdjecia sa robione po zmroku z bardzo dlugim czasem naswietlania i z reki, dlatego sa czesto niewyrazne.


Wokol swiatyni znajduje sie mnostwo rzezb w ubraniach. W pewnym miejscu znalazlam ogromna ilosc malutkich figurek. Nie wiem co one symbolizuja, ale jak sie dowiem to dam znac.








A na koniec udalam do Umeda Sky Buildings by dostac sie na jego dach gdzie znajduje sie tzw. floating garden observatory. Jak tam dotarlam i spojrzalam w gore to pomyslalam sobie, ze chyba sie wroce. Generalnie ja jestem straszny cykor, szczegolnie jesli chodzi o wysokosc. A tam trzeba jechac szklana winda i na koniec przejechac sie schotami w tych dwoch widocznych rurach... Dobrze, ze bylo ciemno i moi wspoltowarzysze nie widzieli jaka bylam blada i przerazona. Balam sie jak nie wiem co, ale kurcze, warto bylo!!!!

Miasto z kazdej strony ciagnie sie po horyzont. Wialo jak diabli, ale tez bylo bardzo romantycznie i tak mi tam kogos brakowalo... Kogos kto jak zwykle by sie mnie zapytal "Male, za ile bys wyszla za ta barierke?". Pedro Kochany, zwiedzanie bez Ciebie to nie to!





I to by bylo na tyle. Teraz wlanczam baterie do ladowarki bo jutro czeka na mnie ..... Kyoto!!!! Juz dostalam pozwolenie od Dyrektora na opuszczenie stanowiska pracy ^^

Thursday, 12 November 2009

Oczy robia mi sie coraz bardziej skosne...

Dzis bez fotek bo nie zrobilam ani jednej. Generalnie czuje sie strasznie i to wcale nie przez jet lag. Otoz od przyjazdu kaszle jak gruzlik, a ostatniej nocy tak mna szarpalo, ze nie spalam do 3 po czym wstalam o 7, zjadlam szybkie sniadanie i hopla do pierwszego klienta. Potem podroz piecioma pociagami z wielka waliza (w ktorej mam wielka torbe breloczkow z holenderskimi drewniakami z naszym logiem do rozdania na kongresie), laptopem, tuba z posterem i torba wypelniona dokumentami, aparatem i innymi przydasiami. Potem spotkanie i znow podroz pociagiem, gdzie to dopadl mnie okropny bol glowy. O 17:30 dotarlam do hotelu. W planach mialam jeszcze kolacje ze wszytkimi zagranicznymi uczestnikami kongresu, ale ze wzgledu na moj stan odmowilam. Setsuko jednak nalegala, zebym przyszla do lobby hotelowego przywitac sie z Psorem H., ktoremu nasza firma zasponsorowala lot na ten kongres. Umowilysmy sie na 19. Polozylam sie na chwile, ale zostalam obudzona informacja, ze mam przyjsc 15 minut wczesniej. S. byla tak podjarana przyjazdem wielkiego prof. H., ze juz wogole nie rozumiala co sie do niej mowi. Przypomnialam jej ze od sniadania zjadlam jedynie cztery tabletki na kaszel i dwa cukierki, na co ona mi odpowiedziala, ze calkiem o tym zapomniala i ze czesto sie jej to zdaza. Poszlysmy do sklepu gdzie znow kupilam pudelko zagonionego japonca i wrocilam do hotelu. S. sobie nic nie kupila, przypomnialam jej o tym, a ona znow mi na to, ze czesto zapomina o jedzeniu. Dodam tylko, ze zjadla na sniadanie doslownie lyzeczke jajecznicy...

A co do mojego kaszlu to chyba powinnam sie przez niego zaopatrzyc w taka maseczke w jakich chodzi wielu Japonczykow. Nie wiem jak oni moga tak caly dzien w maseczce chodzic. Oni tez w nich pracuja... Malutkie dzieci tez nosza maseczki (nie wszystkie oczywiscie). Ja mialam maseczke pare razy w pracy i tak mi sie w niej zle oddychalo, ze raczej musialabym byc ogromnie przestraszona, zeby w takiej chodzic. Niektore dzieci maja takie slodkie maseczki w male rysuneczki, a starsze panie czesto chodza w maseczkach wlasnej roboty, ktore wygladaja na bardzo grube.

Ale nadal zachlystuje sie Japonia, ta wspolczesna. Dzieki moim podrozom pociagami, metrem i taksowkami widze normalne dzielnice mieszkalne, domy, ogrodki. Moje wyobrazenie o Japonii zmienia sie z dnia na dzien. Dla przykladu budownictwo. Zawsze myslalam, ze w kraju slynacym z zamilowania do harmonii i piekna wszystko bedzie ladnie zorganizowane. Nic bardziej mylnego. Moze jest tak w bogatych dzielnicach, ale nie w przecietnym japonskim miasteczku. O planach zagospodarowania przestrzennego chyba tutaj jeszcze nie slyszeli, widac, ze wszedzie panuje samowolka budowlana. Japonskie zamilowanie do czystosci i pozadku, owszem widac w srodkach komunikacji publicznej czy na ulicach, ale gdybyscie widzieli ich domy i obejscia... strach sie bac! W taksowkach jest czysciutko, fotele zwykle maja biale obicia, natomiast gdy sie spojrzy do prywatnych samochodow... no chlewiki bardzo czesto to poporostu sa. Ludzie sa natomiast bardzo zadbani. Co do samych Japonczykow to slyszalam, ze sa oni bardzo spieci i w swoim zachowaniu wrecz sluzalczy. Ja nic takiego absolutnie nie moge powiedziec. Sa bardzo mili i grzeczni i bardzo weseli. Jak tylko sie z kims zacznie rozmowe to od razu zaczynaja sie smichy i hihy. Nieprawda jest tez, ze przy jedzeniu mlaskaja czy siorbia, ani razu tego nie slyszalam. Caly czas sie natomiast zachwycam z jaka elegancja potrafia jesc paleczkami. Musze sie pochwalic, ze i mi to coraz lepiej idzie, zjedzenie ryzu paleczkami to juz dla mnie pestka ^-^. A wracajac jeszcze do harmonii i piekna to przypomniala mi sie historia z pobytu w restauracji z paniami ze SCAS. Otoz dostalysmy tam talerz z wazywami, ktore mialysmy ugotowac w rosole, ktory to gotowal sie na srodku stolu. Ja pewnie gdybym miala je wlozyc do tego wywaru to poprostu zgarnelabym je prosto do garnka. Natomiast jedna z moich towarzyszek z niezwyklym wdziekiem wkladala sztuka po sztuce wszystkie warzywa do garnka ukladajac je w bardzo ladna kompozycje. Nawet sobie nie wyobrazacie jak to cudnie wygladalo!

Zauwazylam tez, ze wsrod mlodych japonek, ktore nota bene swietnie sie ubieraja, panuje dziwna moda na koslawe chodzenie. Otoz wiele z mlodych dziewczat w przedziale wiekowym, tak na oko, 15 -25 chodzi na ugientych kolanach, stawiajac stopy maksymalnie palcami do srodka i kolana daja tez do srodka. Wyglada to koszmarnie, ale chyba jest bardzo trendy ^-^. Jako, ze nie widze, by w srod mlodszych lub starszych kobiet bylo rownie wiele koslawo chodzacych stad moj wniosek, ze to moda. Jest jeszcze grupa powloczacych nogami, chodza szurajac po ziemi butami bez zmilowania dla podeszwy.

W Japonii jest podobno powiedzenie, ze ludzie sa jak gwozdzie w desce, gdy ktorys odstaje to trzeba go mlotkiem spowrotem wbic. Czasem sama to odczuwam, np. gdy Setsuko zwraca mi uwage, ze nie wlasciwie stoje w kolejce, lub na schodach ruchomych stoje zbyt daleko od poreczy...
Tutaj na kazdym kroku czlowiek otrzymuje informacje o tym jak ma sie zachowywac, co robic a czego nie. W windzie sa naklejki pokazujace, ze jak sie wlozy palce pomiedzy drzwi to bedzie bolalo. Ze wchodzac do windy trzeba uwazac na klucze, ktore moga wpasc w szpare pomiedzy winda a podloga.. Ze w pociagu nie nalezy poprawiac makijazu. Jadac pociagiem czesto informuja, ze jesli jest ci zbyt goraco to mozesz otworzyc okno, a jesli ci nie mdlo to lepiej wyjdz bo mozesz innym pobrudzic ubranie :D

A z atrakcji, to jechalam dzis pociagiem jednoszynowym (monorail). Pamietam jak bedac mala dziewczynka ogladalam takie pociagi w nieodzalowanym programie “Sonda”. Myslalam sobie wtedy, ze ja to pewnie nigdy takim pociagiem nie pojade. Co to byly za czasy. Czlowiek myslala, ze komputery, plyty CD, telefony bezprzewodowe sa calkowicie poza jego zasiegiem. A teraz ta sama ja, tyle tylko, ze dwadziescia pare lat starsza wlocze sie po swiecie, wypisuje te bzdury w internecie, rozmawiam z moim kochanym mezem oddalonym ode mnie o okolo 9300km przez komorke i slysze go tak jakby stal obok. Ja, ktorej w tamtych czasach wyjazd do Czechoslowacji wydawala sie jedyna mozliwoscia pobytu za granica (nie zebym cos miala przeciwko tym krajom, nadal je bardzo lubie) siedze sobie teraz w Japonii, niedawno wrocilam ze wczasow w Turcji. Tak to ja, dziewczynka z Miasteczka Slaskiego...Ta sama, ktorej sie wydawalo, ze nauka jezykow jest bezcelowa bo z czechami i tak sie dogadam, a gdzie indziej i tak nie pojade ^^. Tak tak, a teraz moja czteroletnia corka i dwuletni synek mowia do mnie po holendersku... A gdy Jagna mowiac po polsku nie potrafi znalezc slowa to uzywa holenderskiego w polskiej odmianie, mowiac np. “Mamo, pani kazala nam brengnac ksiazke do szkoly (hol. Brengen=przyniesc)” lub “Mamo, czy moge poroerac herbate?” (roeren=mieszac). No dobra, ale to juz inna historia. Sorki, ze sie tak rozpisalam, ale tak jakos wyszlo.

I jeszcze jedno, myslalam, ze kibelki niczym mnie juz nie zaskocza, a jednak! Otoz kibelek w moim nowym hotelu ma ruchoma dysze w bidecie, ktora umozliwia zwiekszenie powierzchni myjacej. Mozna sobie tez wlaczyc podgrzewanie wody w bidecie, a od S. dowiedzialam sie, ze najnowszym wynalazkiem jest toaleta wykonujaca rutynowe badanie moczu na zadanie................................ Spytalam czy maja juz takie muszle, ktore mierza cisnienie krwi, ale podobno jeszcze nie! Moze powinnam tan pomysl opatentowac?

Dobra, spadam do lozka!

Wednesday, 11 November 2009

Helo

Podrozowania ciag dalszy. Dzis lalo, podobno to nie spotykane jak na te pore roku, a jutro tez ma lac… No coz… Dzis az trzy spotkania w trzech roznych miejscach Tokyo, czasu pomiedzy malo, ale, ale, ale udalo mi sie COS zobaczyc. Co takiego zapytacie???? Otoz drodzy czytelnicy zobaczylam od srodka sklep Pokemon Center!!!! Jak ja strasznie nie lubie Pokemonow!!!! Niestety moja Jagienka je ostatnio bardzo polubila. W domu jest notoryczne drukowanie Pika chu (czy jak mu tam). Powiedzialam o tym nieocenionej Setsuko, ktora noca wyszperala w necie, ze sklep ten znajduje sie w okolicy jednego z miejsc ktore mialysmy odwiedzic I mnie tam zaprowadzila :D Jakby nie bylo Pokemony sa na wskros japonskie ;D Zakupilam suveniry dla dzieci, wiec ten problem mam juz z glowy.



Gdy dojezdzalismy do ostatniego klienta dowiedzialam sie, ze za rogiem znajduje sie najwieksza swiatynia buddyjska w Tokyo -Zojoji. Oczywiscie dowiedzialam sie rowniez, ze spotkanie nie zajmie nam wiele czasu, wiec potem moge sobie isc pozwiedzac… Tratatata srali muszki bedzie wiosna… Spotkanie sie przeciagnelo…. Swiatynie zobaczylam od zewnatrz, zdjecie zrobilam, ale wyszlo nieostre bo po ciemku I w pospiechu I w deszczu… buuuuuuuuuu



Ta wieza za swiatynia i widoczna na zdjeciu ponizej stanowi podobno najwyzszy punkt widokowy Tokyo.

Spotkal mnie dzis jeszcze pech zwiazany z deszczem. Otoz z okna biura jednej z firm, ktora odwiedzilismy dzis widac gore Fuji-san. Niestety nie dzis…

No ale chlone Japonie od innej strony. Jezdze metrem, pociagiem Shinkansai (jeden z najszybszych na swiecie) zre japonski chleb powszedni, spotykam arcy milych ludzi, klaniam sie im jak rasowy japoniec I jest git!


Na dwoch ponizszych zdjeciach widac stacje szybkiego pociagu podmiejskiego. Na pierwszym widac nawet te sciezki o ktorych pisalam wczesniej. Tutaj namalowane, w innych miejscach sa np. wybrukowane.

Dzis nawet jadlam obiad zapracowanego Japonczyka. Otoz delikwenci, ktorzy pozno wracaja do domu kupuja sobie obiadek, lub lunch w pudelku. Pudelko jest bardzo estetyczne, podzielone na przegrodki, w ktorych znajduja sie smakowitosci. Na stacjach kolejowych wybor tzw. skrzyneczek Bento jest ogromny.


A teraz jestem juz niedaleko Osaki w Kusatamo.

O, bylabym zapomniala. Otoz obok mojego pierwszego hotelu znajdowala sie mala, stara i podobno bardzo slynna swiatynia. Oczywiscie wtedy gdy ja mialam czas by ja zwiedzic byla nieczynna. Postanowilam wiec wstac wczesnie rano i choc zobaczyc ja po tzw. “jasnoku”. Nastawilam, wiec budzik na 6:30 i wstalam o 7:40... Dwadziescia minut przed spotkaniem, a trzeba sie bylo jeszcze wybrac, spakowac i cos zjesc...

A teraz cos o kibelkach. Otoz ten ktory wam pokazalam nie byl najbardziej zaawansowany technologicznie bo mial wbudowany jedynie bidet, spray, podgrzewanie sedesu (zeby sie nie nabawic ostrego zapalenia posladkow) i tyle. Okazuje sie, ze sa tez kibelki z zagluszaczem. Otoz Japonczycy wstydza sie bardzo odglosow jakie wydaja przy wydalaniu produktow przemiany materii w kazdym stanie skupienia (tj. stalym, cieklym czy gazowym). Gdy taki wstydliwy delikwent przychodzi do ubikacji publicznej moze sobie wlaczyc odgos spuszczania wody i spokojnie oddac sie czynnoscia fizjologicznym :D

Dzis tez popelnilam mocne faux pas gdy to wyciagnelam w pociagu komorke i zadzwonilam z niej do szefa. Otoz jest to w srodkach komunikacji publicznej bardzo niestosownym zachowaniem I w sumie slusznie. Pamietam, ze za moich studenckich czasow gdy komus komorka w tramwaju zadzwonila to wstyd to byl na calego. Wogole malo sie tutaj widzi ludzi rozmawiajacych publicznie przez telefon.

A tutaj jeszcze pan Policjusz nadzorujacy porzadku w metrze. Maly jest to sobie stoi na stoleczku.


A to z dedykacja dla mojego kochanego mezusia:) Witraz na stacji kolejowej.



Dobra, ide spac bo juz prawie druga w nocy..

Wiem, ze notka jest kijowo sformatowana, ale juz nie mam sily walczyc z bloggerem.

Dobranoc!

Tuesday, 10 November 2009

Konichiwa

Wczoraj chcialam cos napisac, ale mi sie nie udalo. Zaczne wiec od poczatku. Jestem w Tokyo - sluzbowo.

W samolocie sie nie wyspalam bo bardzo mila, starsza pani Masako-san uczyla mnie Japonskiego sama znajac 10 slow po angielsku, o ktorych zreszta po godzinie zapomniala i mowila juz tylko po Japonsku. Wznosilysmy wiec razem okrzyki kampai popijajac czerwone wino i po kazdym jedzeniu mowilysmy ochii. Na sam koniec dostalam od pani jej adres i musialam solennie obiecac, ze ja kiedys odwiedze.

Zaraz po przylocie rzuca sie w oczy to, ze wszystko jest szalenie zorganizowane, ale moim zdaniem w niezbyt efektywny sposob. Trzy przyklady:

1. W kolejce do odprawy paszportowej stoi trojka “przewodnikow” ktorych zadaniem jest przypomnienie, ze trzeba wypelnic deklaracje i mowienie prosze sie przesunac wskazujac kierunek przesuwania. Jest to o tyle idiotyczne, ze sa tam barierki, ktore ten kierunek narzucajac, wiec chcac nie chcac i tak trzeba isc tam gdzie trzeba :/

2. Chcialam wymienic pieniadze, wiec stanelam w kolejce do kanoru. Od razu przylecial do mnie pan, uklonil sie unizenie i poprosil o wypelnienie deklaracji. Trzeba bylo podac wszystkie dane lacznie z numerem telefonu! W okienku jeden pan odbieral pieniadze i deklaracje, po czym podawal to nastepnemu panu, ktory po odliczeniu naleznej sumy jenow podawal je spowrotem temu panu, ktory to dawal kase mnie…

3. Przyjmowanie bagazu do autobusu dla 4 pasazerow obslugiwalo 3 panow!!! Kierowca siedzial w srodku! Juz sie nie dziwie, ze japonczycy maja mala stope bezrobocia :)

Oczywiscie na przystanku byla wyrysowana sciezynka na ktorej trzeba bylo stac w kolejce do tegoz autobusu.

Gdy wysiadalam z autobusu to na przystanku czekalo znow 3 panow (innych) ktorzy odebrali moj bagaz, a w momencie gdy autobus odjezdzal jak jeden maz zgieli sie w pol i oddali temuz srodkowi komunikacji publicznej poklon :D jaja jak berety!

Wczoraj spotkalam sie z kolezanka z pracy by omowic plan na nastepny dzien. Na koniec polecila mi odwiedzic centrum Tokyo - Ginze, co uczynilam i szybko wrocilam do mojej dzielnicy gdzie naprawde czuc Japonie i gdzie wszycy patrza na mnie jak na murzyna. Gdzie poszlam do knajpki i zamowilam cos wskazujac na to palcem i wcala nie majac bladego pojecia co to. Wiedzialam tylko ile to kosztuje. To cos okazalo sie byc smazonym wodorostem (tam mniemam) i bylo bardzo smaczne oraz paroma kawalkami roznych stworzen morskich. Dostalam tez (za darmo!!!) dwa kubki zielonej herbaty, ktora smakowala zupelnie inaczej niz ta europejska. Byla cudna! Gdy tylko wypilam jeden kubek to pani bez pytania podala kolejny.
A jeszcze dodam, ze niesamowitym jest jak wielu Polakow mozna spotkac w Ginza!!!!!

I jeszcze o metrze. Jego siec nie wyglada bynajmniej jak ta w Warszawie (polecam zerknac tutaj ). Kupienie biletu nie jest zbyt trudne o ile zna sie w przyzwoitym stopniu japonski. Na szczescie jakis mily pan widzac moja debilna mine, ktora przywdzialam patrzac na ten plan spytal piekna angielszczyzna dokad chce jechac i wszytko mi wydlumaczyl. O dzieki Ci nieznajomy San.

A teraz o zwiedzaniu. Niedaleko mojego hotelu znajduje sie malutka swiatynia buddyjska, ktorej nie moge zwiedzic bo co podchodze to jest zamknieta…Na dzis mielismy w planach dwie wizyty, jedna o 10, druga o 15. Jak mi wytlumaczono takie wizyty nie trwaja zwykle dluzej niz 45 minut do godziny. Setsuko obiecala wiec w miedzy czasie odwiedziny w palacu cesarskim. Moje trwaly obie po ponad 2 i pol godziny…Palacu nie zwiedzilam…. Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
Natomiast wizyty jak mozna przypuszczac byly bardzo mile. Pierwsza z czworka starszych panow w fabryce produkujacej barwniki DiC druga z trzema panama i chyba 12 paniami z SCAS Na obu spotkaniach bylo szalenie milo i owocnie. Szczegolnie na tym drugim, po ktorym poszlam z dwoma z tych pan i Setsuko na obiad w tradycyjnej japonskiej restauracji. Menu bylo wywieszone na scianach, oczywiscie po japonsku. Wskazalam wiec na jedna karteczke i powiedzialam, ze chce to. Moje towarzyszki wytrzeszczyly oczy, ale bez slowa mi to zamowily. Jak dostalam to od razu wiedzialam skad ten wytrzeszcz…Surowa ryba bez dodatkow. Dostalam do tego jedynie sos sojowy i troche chrzanu… i wyobrazcie sobie, ze mi to smakowalo! A na koniec wymienialam z paniami glebokie uklony powtarzajac jak katarynka domo arigato gozaimashita (bardzo ich cieszy jak uzywam swojej japonszczyzny). A teraz siedze wymeczona i zamiast isc spac to pisze te pierdoly.... Jutro trzy wizyty....i przeprowadzka w nowe miejsce.

Za byki i literowki serdecznie przepraszam!

No dobra a teraz pare impresji, niestety nie sa to zdjecia robiace wrazenie....

Moj pokoj



Widok z tegoz


A to ze specjalna dedykacja dla kolezanki Pisiek :) Zaawansowany technologicznie kibel z instrukcja obslugi na scianie i klapie.
Pisku kochany, wyprobowalam wszelkie mozliwe opcje :)



Ginza (centrum)
"Moja" dzielnica





Jedzonko Dzien1
Jedzonko Dzien2

Thursday, 5 November 2009

My very first quilt – WIP/ Moja pierwsza patchworkowa narzuta – praca w toku

In Ikea I bought fabrics from Cecilia series plus two cotton fabrics in yellow and green and linen, which I love already a long time.

W Ikei zakupiłam materiały z serii Cecilia, dwa kupony w kolorze zielonym I żółtym oraz piękny len, w którym jestem juz od dawna zakochana

materialy

Making blocks (I’ve made the simplest ones for the begining) and cutting fabrics was not a big deal, even for someone that is not extremely accurate.

Szycie bloków (na początek wybrałam najprostszy wzór) i cięcie materiałów nie było większym problemem.

IMG_6106 

Only after piecing everything together it became clear that the linen was probably not the best choice for a beginner as it easily deforms. On the picture you can see some folds, that I managed to remove only after re-sewing whole part… I’m showing it not because am proud of it but to worn you!

Dopiero po zszyciu całości okazało się, że z tym lnem to nie był jednak najlepszy pomysł, szczególnie dla początkujących, bo bardzo łatwo się on odkształca. Na zdjęciu widać pare fałd, które udało mi się pozbyć dopiero po przeszyciu od nowa całego kawałka… Pokazuję, to nie żebym była z tego dumna, ale jako ostrzeżenie!

quilt

Sunday, 1 November 2009

Hiking in the wood/ Spacer po lesie

IMG_5817 IMG_5892 copy IMG_5891  IMG_5887IMG_5856IMG_5848  IMG_5862 IMG_5875   IMG_5889 copy IMG_5807a

Saturday, 24 October 2009

Anemoon

For those who do not know it’s me and my very new hat Anemoon! I spend almost four evenings knitting it as it was my very first project I made from a pattern. I really like it!

Dla tych, którzy mnie nie znają oto ja i mój nowy beret Anemoon! Dziergałam (sztrykowałam) go prawie cztery wieczory. To moja pierwsza robótka na drutach zrobiona na podstawie gotowego wzoru. Jestem z niego bardzo zadowolona.

IMG_5943 copy1 IMG_5961 copy  IMG_5989 copy IMG_5995 copy  

I made also a pair of mittens from the same yarn.
Zrobiłam też parę rękawiczek z tej samej włoczki.

Untitled-1

According to Pasiakowa I look younger than on pictures, I keep to saying it to myself each time I look at my pictures ;)
Za każdym razem gdy oglądam się na zdjęciach muszę sobie powtarzać słowa Pasiakowej, że w rzeczywistości wyglądam młodziej ;)

Friday, 23 October 2009

In the meantime/ W międzyczasie

I’ve received my Teeny Tiny Mini Quilt (see previous post) from Sewtobed today. It is gorgeous!!! Leah also sent me these cute pumpkin glasses. My children already made some bruises while fighting for them.

Dziś dostałam mój Teeny Tiny Mini Quilt od Sewtobed (objaśnienie w poprzednium poscie). Jest cudny! Soczyście kolorowy. Leah przysłała również dyniowe okularki, o które moje Bąble zdążyły się już pobić.

IMG_5934

And in the meantime I am knitting and crocheting and I hope to show results soon.

A w międzyczasie sztrykuję (dziergam na drutach) i hekluję (szydełkuję). Mam nadzieję pokazać moje twory już wkrótce.

IMG_5917

Friday, 16 October 2009

“Teeny Tiny Mini Quilt Swap”

I’ve subscribed for the “Teeny Tiny Mini Quilt Swap” organized on Flickr. Together with my partner Sewtobed we decided to take Halloween as a theme. Finished quilt should be 6” or less. My one is just 6”.

4017052653_665f83850c_b

Zapisałam się Flickrową wymianę mini kołderek “Teeny Tiny Mini Quilt Swap”. Moją partnerką jest Sewtobet. Razem uzgodniłyśmy, że tematem naszych mini kołderek (czy ktoś zna bardziej odpowienie tlumaczenie angielskiego słowa “quilt”?) będzie Helloween. Gotowa praca nie może być większa niż 6 cali czyli ok 15 cm. Moja ma dokładnie 6 cali. 
 4017051583_5ea80092bf_b